Jak się zmieniają trendy na rynku nieruchomości

2 miesiące ago Anna Łukaszka 0

Stare domy czy nowe mieszkania, wyjazd na wakacje czy bacówkę. A może działka pod biznes? Przyglądamy się jakie są trendy na rynku nieruchomości na Podhalu.

Jeszcze kilka lat temu bardzo mocno poszukiwane były działki czy domki z przeznaczeniem na rekreację.

Ludzie kupowali działki, stare domy – większe czy mniejsze. Z myślą o sobie, ale i pod wynajem. Popularne były Rzepiska, Czarna Góra, Jurgów. Ludzie planowali, że będą mieć lokum na wakacje, a w pozostałym czasie jeszcze będzie można zarobić na wynajmie. Temat kończy się w latach 2007/8. Boom się skończył. Coraz więcej osób wybierało wakacje w Europie czy na świecie. Jedni postanowili sprzedać swoją bacówkę, inni wstrzymali się z zakupem. Zaczęli zwiedzać świat.

Pewnie na takiej decyzji w wielu przypadkach zaważył fakt, że swoją ukochaną daczę w górach trzeba było jednak co jakiś czas odwiedzać, sprzątać, porządkować teren dookoła. Pracy nie brakowało. Więc…

Rekreacja się „położyła”?

Ale do czasu aż ludzie znów zaczęli cenić odosobnienie. Wszystko z powodu pandemii. Okazuje się, że wczasy all inclusive w Grecji czy na Jamajce już nie są priorytetowym marzeniem. Ludzie nie chcą latać samolotem, unikają tłumów i miejscowości typowo turystycznych. I znów w cenie są Rzepiska, Jurgów, Ochotnica. Podhale, Spisz, Orawa. Wszędzie tam, gdzie można kupić działkę czy bacówkę. W tu w gronie rodzinnym czy wśród przyjaciół spędzić czas w dali od strachu przed koronawirusem.

Usługówka wciąż poszukuje miejsca

Biznes kwitnie. Rozwijają się nie tylko wielkie firmy potrzebujące hektarów pod zabudowę. Dziś polski biznes to przede wszystkim mrowie małych i średnich firm potrzebujących kawałka podłogi, by prowadzić mały sklep, wcisnąć warsztat z drobnymi usługami czy biurko i kozetkę pod gabinet.

I tak rozwija się rynek nieruchomości małego biznesu. Przedsiębiorcy poszukują głównie niewielkich działek. Wystarczy plomba między kamienicami w mieście – choćby jakieś 15 na 20 metrów. Niewielkie, 4-arowe działki nie idzie zdobyć, a w dobrej lokalizacji taki kawałek ziemi kosztuje duże pieniądze. I można mieć pewność, że takie skrawki gruntu będą zawsze rozchwytywane.

Co ciekawe, tam gdzie powstają wielkie inwestycje developerskie – właściciele latami w ciszy skupywali wąskie skrawki działek, kawałek po kawałku od kolejnych właścicieli. Bo tereny na Podhalu są bardzo rozdrobnione. Więc zwykle to dokonywało się bez rozgłosu. Wiadomo – biznes lubi ciszę. I takie też są trendy na rynku nieruchomości.

Stare domy wciąż na topie

To była ukochana inwestycja jeszcze gdzieś do pierwszych lat nowego, XXI wieku. Ludzie szukali starych domów, które można było kupić tanio i wyremontować własnym sumptem. Sprzedawały się drewniane chałupy do przeniesienia oraz te na działce. Schodziły jak świeże bułeczki wielkie domy z lat 70-tych.

Wszystko się zmieniło jakieś kilkanaście lat temu wraz z rozwojem developerki. Młodzi zaczęli się rozglądać za mieszkaniami czy domami zaprojektowanymi według nowych trendów. Zaczęli dostrzegać też walor oszczędności. Niewielkie, przytulne pomieszczenia są tańsze w utrzymaniu, a dobrze zaaranżowana przestrzeń potrafi być bardziej funkcjonalna niż całe piętra wielokondygnacyjnych willi sprzed 40 lat.

I te wielkie, wielopokoleniowe „amerykany” stały się problemem. Trudno je wynająć, a jeszcze trudniej sprzedać. To domy o powierzchni 200-300 metrów. Z piwnicami, przyziemiem, parterem, piętrem, albo dwoma i poddaszem, zwykle w stromych skosach. Tak się kiedyś budowało, by zapewnić każdemu dziecku osobne piętro.

Szybko okazało się, że wiele tych domów nie zostało nigdy dokończonych, bo w międzyczasie rodzina dostawała zieloną kartę i już nie wracała. Jeśli nie udało się sprzedać w latach, gdy był boom na stare domy, to teraz są one kłopotem. Także dla tych rodzin, które nie wyjechały. Rzeczywistość jest często taka, że dzieci się wyprowadzają na swoje, a rodzice zostają w domu, który jest nie tylko ogromny ale i kosztowny w utrzymaniu.

Co ciekawe – lepiej sprzedają się też domy z małym ogródkiem. Ludzie już nie szukają wielkich połaci, by oddalić się od sąsiada. Zwykle wystarczy działka, która wygląda jakby ją można chusteczką przykryć. Dlaczego? Z wygody. Nie każdy ma czas i siły, by po pracy uprawiać rabatki.

Trendy na rynku nieruchomości: mieszkania

Tu popyt istnieje od zawsze. Chętnych nie brakuje, zmieniają się tylko preferencje i ceny. Młodzi zwykle nie zwracają wielkiej uwagi na położenie. Są w stanie targać dziecięcy wózek nawet na czwarte piętro. Pojawia się za to coraz więcej ofert zamiany. To zwykle starsi, którzy już na to kolejne piętro nie są w stanie codziennie wchodzić w bloku bez windy. Szukają małych mieszkań na parterze lub pierwszej kondygnacji.

Co ważne, mieszkania trzymają cenę i to bez względu na wiek budynku. Popularne lokale 48 metrów kw. Jeszcze niedawno kosztowały do 220 tys zł, a teraz ciężko znaleźć ofertę za 280 tys. ł. Czyli tyle ile wcześniej kosztowało mieszkanie 60-metrowe.

Popyt jest nawet na wydawałoby się kompletnie nieustawialne kawalerki 20-metrowe. Tu ceny poszybowały z 95 tys. zł do 150 zł! Kiedyś za metr płaciło się 4,2-4,5 tys. zł, dziś obowiązuje 5,5-6 tys zł. Wydawało się, że tegoroczna pandemia wyhamuje wzrosty, ale okazuje się, że tylko czasowo wstrzymała ich tempo. Ceny idą w górę. Wystarczy zauważyć, że w  Krakowie wartość mieszkań poszybowała z 10 do blisko 13 tys. zł za metr kwadratowy!

Mieszkania pod wynajem

Tu również ceny szybują. Półtora roku temu wynajem dwupokojowego mieszkania kosztował 700-800 zł miesięcznie co z mediami dawało około 1200 zł. Teraz odstępne to 1500 zł, a więc wynajęcie M-2 kosztować będzie z mediami około 1900 zł

Trendy na rynku nieruchomości są takie, że nie ma problemu ze znalezieniem chętnych. Dobrymi najemcami są przedstawiciele firm, którzy zostali oddelegowani na Podhale. Często za mieszkanie płaci im pracodawca, a nawet jak płacą sami – to wiadomo, że zarabiają na tyle dobrze, że nie będzie kłopotów z wyegzekwowaniem czynszu.

Jednak oczekują oni dobrze wyposażonego mieszkania z wszystkimi potrzebnymi sprzętami. Wiadomo – planują swój pobyt na rok lub kilka i potem wrócą do swoich miast. Tymczasem potrzebują miejsca, by się wyspać i wygodnie spędzić wolny czas.

Ciekawym miejscem jest nowotarskie os. Topolowe. Przez lata cieszyło się ono niezasłużenie złą sławą. Że scysje między sąsiadami, bijatyki. Ale odkąd pamiętam, nie przypominam sobie, by komuś tam się krzywda stała. Osiedle jak każde inne. I widać, że chętnych na wynajem czy zakup mieszkań jest tam coraz więcej. Trzeba zwrócić uwagę, że osiedle ma doskonałe położenie. Praktycznie jest w samym centrum i wszędzie dostaniemy się na piechotę.

Studenci z kolei raczej poszukują kwater na własną rękę, ewentualnie z pomocą uczelni. Z myślą o nich rozwinął się cały biznes wynajmu w okolicach Podhalanki – na Kokoszkowie i Kowańcu.

Wynajem z zabezpieczeniem

Wciąż pokutują obawy właścicieli, że lokator z wynajętego mieszkania nie będzie chciał się wyprowadzić. Cóż „Nie ma róży bez ognia” jak głosi tytuł filmu Barei. Na szczęście nie musimy się bać, że lokator nie tylko się nie wyniesie, ale i sprowadzi rodzinę i znajomych. To zostało już tylko w komediach. Dziś najmujący mogą zabezpieczyć się umową wynajmu okazjonalnego. Można ją nawet podpisać u notariusza. Lokator zapewnia w niej, że w razie wypowiedzenia ma gdzie się wynieść. Żeby uniknąć sytuacji, że będzie on chroniony przed eksmisją.

W negocjacjach pomiędzy właścicielem, a najmującym często ja jako agent nieruchomości muszę dopilnować wszystkiego. Nawet gdy obie strony się znają to wolą bym to ja zadawała pytania o dzieci, zwierzęta, dochody, pracę. Jestem gwarantem, że obie strony będą zadowolone.

Czytaj też: Ale po co komu agent nieruchomości?